Nie wiem czy ktoś to w ogóle czyta, bo może jestem mega masta w pozycjonowaniu stron i moje zerkanie na statystyki wejść nie ma sensu. Sądząc po komentarzach o powiększeniu penisa myślę, że większość wejść leci z robo-automatów …ale ale, może jednak ktoś i zechce się podzielić i wypowiedzieć.. Łysy czyli niejaki Fred Durst z ekipą Limp B(e-i)zkit’ową wydał nowy album. Nie miałem kompletnie nadziei na stary dobry bezkit, a tu proszę, moje zdziwienie musiało nastąpić. Wiem ,wiem wielu kurwa tru metalowców stwierdzi że to nu-pop shit.. zrównajcie mnie z błotem, o ile macie 16 lat, wtedy przynajmniej was zrozumiem. Dla mnie kapelka jest młoda (jak na mój wiek) i niepowtarzalna, cokolwiek o nich mówić.. serio mało wierzyłem w to, że wydadzą tak mega kopiącą po jajach płytę. Tymczasem okazało się, że wracają do korzeni i mają rację lub lubią jedyną rację, która do nich pasuje, a niekoniecznie ktoś im pozwalał w to iść. Szkoda było widzieć ich pizdowate utwory do filmów o czymś tam, nieważne. Ważne, że potrafili wstać teraz z Gold Cobra i pokazać stary Bizkit, taki który żartuje, poważnie żartuje, traktuje i mówi o czymś, do tego miesza takie bity, które potrafią zagłodzić człowieka, bo trudno przy tym jeść widelcem, co dopiero pałeczkami. Łysy ciągle mi robił dzień i pewnie będzie mi robił, choć wkurwiałem się czasami na jego nędzne wywody pod kasę, bo mu się dziecko rodzi. Teraz pewnie nie ma kolegów, żona gruba to mu się na artyzm wzięło, mam nadzieję, że to utrzyma i mu oponki z brzucha zjadą, mózg się pewnie gdzieś tam przez nie przebija całe życie, ale co będzie silniejsze? Dajesz stary!
Podobne wpisy:
Tags: Fred Durst, Limp Bizkit
